Weszła do ciemnego holu, zapaliła światło, zamknęła

Idealnie!
Bentz nie przypuszczał, by była to ta sama kobieta, która udawała Jennifer. Nie był nawet
Biedny Bentz. Nie znajdzie mnie; dopiero wtedy, gdy ja tego zapragnę.
sobowtóra, po skok z molo i śmierć Shany McIntyre.
Nie powiedział, że widział Jennifer w starym zajeździe; nie chciał o tym rozmawiać, póki
za biurkiem, położył sobie laptop na kolanach, oparł nogi o łóżko. Tym sposobem mógł
– Tu nie ma zasięgu – poinformował chłopak. – Trzeba wejść wyżej. Bentz skinął głową,
Wyświetlacz poinformował, że dzwoni Jonas Hayes. Z prywatnego telefonu.
potem drugą i w myślach podliczał zniszczenia w umęczonym ciele.
Przez ciągnącą się w nieskończoność chwilę Jennifer wiedziała, że umrze.
– Owszem. I mam dowody.
– Nie. Ale byli chłopcy z LAPD.
– Nie pojmuję Bentza. Wpada tu, opowiada bzdury o duchach, mąci. miesza i zaraz trup
podejrzliwie do jego powrotu.

go Carrie i poprowadził ich do pokoi, które specjalnie

zdaniem za wszelką cenę chcesz się rozliczyć z przeszłością. Zmierzyć się z nią. Spójrzmy
dwudzieste pierwsze urodziny. Dwa dni wcześniej zgłoszono ich zaginięcie, więc
– Buszowanie po sieci i policyjnych bazach danych.

Niby się skarżą, niby narzekają, ale takie są dumne z tych swoich mężów i bachorów, że o Jezu! Cricket znosiła to cierpliwie i zwykle dostawała napiwki, choć niektóre babsztyle były nieużytymi kutwami. Bolały ją wszystkie mięśnie. Rozprostowała plecy, zamiotła wokół swojego fotela, przetarła umywalkę i powiesiła fartuch na wieszaku przy drzwiach. Jej cola stała tam, gdzie ją zostawiła, przy umywalce, gdzie mieszało się farby. Wzięła kubek i pociągnęła przez słomkę. Kofeina - tego potrzebowała. I może jeszcze kieliszek czy dwa tequili... albo trochę marychy. Albo wszystko naraz. Napiwki z całego tygodnia wystarczyłyby na kilka drinków i może jeszcze na trochę ziela. Wyszła na schodki, gdzie zwykle paliła z dziewczynami. Wbrew zaleceniom Maribelle, właścicielki zakładu, zostawiały tylne drzwi otwarte i wybiegały sobie na kilka machów. Teraz zamknęła drzwi na klucz i poszukała w torebce papierosów i zapalniczki. W zmiętej paczce znalazła tylko jednego złamanego papierosa z filtrem. Cholera. Zapaliła go i wąską uliczką, na której walały się kosze na śmiecie i skrzynki, ruszyła do samochodu. Maribelle kazała dziewczynom parkować przecznicę dalej, żeby było więcej miejsca na samochody klientek. Cricket jakoś niewiele obchodziło, gdzie zaparkuje. Ale Maribelle sugerowała też, że dziewczyny powinny dzielić się z nią napiwkami. Chytre babsko! Cricket kusiło, żeby rzucić tę robotę. Dokończyła colę i wrzuciła pusty kubek do kosza. Noc była parna, niebo ciemne, bez gwiazd i księżyca. W świetle latarni krążyły roje owadów. Jakiś natrętny komar bzyczał jej nad uchem. Pacnęła komara i skręciła tuż za stacją benzynową. Ból, który dokuczał jej przez większość dnia, wydawał się ustępować. Nogi zrobiły jej się jak z waty, ledwo nad nimi panowała. Oczy zaszły jej mgłą. Zbyt długo pracowała. Zdecydowanie zbyt długo. Z większym niż zazwyczaj trudem Cricket znalazła swój samochód. Stał pod latarnią, która coś dzisiaj szwankowała, na przemian włączała się i wyłączała. Ulica była opustoszała, ale to nic nie szkodzi, pomyślała Cricket. Głowa zaczęła jej ciążyć. Boże, co się z nią dzieje? Otworzyła samochód i usłyszała czyjeś kroki, wyczuła czyjąś obecność. Bez strachu obejrzała się i zobaczyła jakąś postać - mężczyzna czy kobieta? - przyczajoną w cieniu. Wśliznęła się do samochodu i zaczepiła obcasem o ramę drzwi. - Cholera - zamruczała, ale zauważyła, że tak naprawdę mało ją to obchodzi. Widziała jak przez mgłę i... i nie mogła usiąść prosto za kierownicą, nie mogła trafić kluczykiem do stacyjki. Jezu, co się dzieje? Czuła się jak pod wpływem jakichś prochów, jakby ktoś... dosypał jej czegoś do coli? Usłyszała kroki, ktoś biegł w jej stronę... kobieta, wyglądała znajomo... pewnie jej pomoże. Cricket chciała coś powiedzieć, próbowała zachować trzeźwość umysłu. Proszę mi pomóc, usiłowała krzyknąć, ale nie wydała żadnego dźwięku. Słowa uwięzły jej w gardle, gdy rozpoznała zbliżającą się kobietę. Co ona tu robi? Dlaczego? Czy czekała na nią? Spodziewała się jej? O Boże. Nagle jak grom z jasnego nieba spadła na nią cała prawda. Zauważyła ciasne rękawiczki i białe zęby odsłonięte w szerokim uśmiechu. Uśmiech jak u kota z Cheshire z Alicji w Krainie Czarów.

pożarna dość łatwo wyciągnęła z szybu, zabrano do
Wampir się tylko skrzywił.
Od kilku dni Pani Emilia zaczęła bardziej niż zwykle izolować się od innych ludzi, a od

Choć bardzo mu się to nie podobało, obawiał się, że Kristi i O1ivia mogą być w

opowiadała pierwszej pielęgniarce o rzekomym
kopał. I znalazł.
- Nie przyjechał na pogrzeb, dlaczego miałby pojawić